Gdzieś w roku 1848, Fiodor Dostojewski napisał:
"Była cudowna noc, taka noc, drogi czytelniku, jaka może być tylko wówczas, gdy jesteśmy młodzi."
"Wydało mi się nagle, że mnie, samotnego, wszyscy opuszczają i że wszyscy odwracają się ode mnie. Naturalnie, każdy ma prawo zapytać: któż to ci wszyscy? Bo przecież już osiem lat mieszkam w Petersburgu i nie umiałem zawrzeć prawie żadnej znajomości. (...) cały Petersburg ruszył z miejsca i nagle wyjechał na letnisko. Samotność zaczęła mnie przerażać i całe trzy dni włóczyłem sie po mieście w głębokim przygnębieniu absolutnie nie rozumiejąc co się ze mną dzieje. Czy pójdę na Newski, czy pójdę do parku, czy włóczę się po bulwarze - ani jednej twarzy spośród tych które przyzwyczaiłem się spotykać na tym samym miejscu, o określonej godzinie, przez cały rok.
"Noce moje zakończyły się porankiem. Dzień był brzydki. Padał deszcz i ponuro dzwonił w szyby, w pokoiku było ciemno, na dworze pochmurno".
W roku 2007. Jarek Dylewski przytoczył.
Ot tak, z czystej potrzeby.
Teraz pada deszcz, a ja zamiast reagować, zastanawiam się, czy warto iść ściągnąć pranie ze sznurka.
poniedziałek, 2 lipca 2007
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz