Oswajanie świata

Oswajanie świata
A klezmer walczyka wolno gra tarara tarara

środa, 30 maja 2007

Ściana

Pogrążony w letargu wpatrując się w ścianę, jakby mimowolnie, chwyciłem ołówek.
Drewniany, prosty, krótki jak fiut nietoperza. Wala się tego po pokoju pełno, ostatecznie są za darmo.
Staje przed ścianą i tak sobie myślę:
(...)
Wraz z pierwszymi liniami pojawiają się pierwsze myśli:

Kraków - kółko
Gdynia - kreska
Studia - kreska
Brak kasy - kreska
Burczy w brzuchu - brzuszek
Chce mi się lać - brzuszek
Ktoś drze mordę za oknem - kreska
Polityka, Bóg, Miłość, Sex, Nauka, Sex, Życie, Dupy, Sex, Dupy, Wojna, Sex, Pokój, Dupy, Ona, Ja, Sex, Ojczyzna, Bóg - kreski brzuszki kreski kółka, brzuszki kreski kropki, kreski proste, krzywe, skośne.
Teletubisie, Sesja, Kaczyńscy, Dupa1, Emigracja, Praca, Dupa2, Dupa1, Dupa2, Alkohol, Sesja, Zdrowie, Alkohol, Zdrowie, Alkohol, Dupa1, Izrael, Palestyna, Izrael, Bal, Alkohol, Bal, Dupa1, Bal, Dupa1, Alkohol i znów kreski brzuszki kreski kreski linie krzywe, owalne, kąty ostre, rozwarte.

Skończone.
Odchodzę od ściany i z dumą patrzę na napis wyciosany pośród tego chaosu:

obracam się na brzuch i zasypiam,
dupą odwróconą do sufitu,
tak dla odmiany

Ch.Bukowski

poniedziałek, 14 maja 2007

Chwile

Przychodzą czasem takie chwile,
Kiedy robi się niemile
I wyciągasz przyjaciela na stół.
Wtedy chwytasz go za szyję,
Mówisz: całego cię wypiję,
Lecz zasypiasz wychylając ledwie pół.


Są też te momenty,
Gdy masz dosyć udręki,
I oglądasz życie przez kieliszka szkło.
Ale gdy dużo się wypije,
I kielona się rozbije,
Pryzmatem twym, butelki dno.


Najgorsze to dni takie,
Gdy życie staje okrakiem,
A w mieszkaniu nie ma co chlać.
Wtedy kąpiel na szybkiego,
I wcinasz coś lekkiego,
By jak najszybciej móc iść spać.








W.B. a.k.a. B.

Wojtek

Powiedz Wojtek czy nie smutno,
Żeś zastąpił księżycówką,
To, co matka dała Ci.
Kiedy wisisz na płocie,
Lub rzygasz w błocie,
Powiedz Wojtek,
czy nie wstyd Ci?

Znajomi zostali w tyle,
Z flaszką jak z karabinem
Walczysz z tymi co wkurwiają cię.
Nie warte miski zupy,
Wojtek, chore twe wygłupy,
Zamiast wrogów postrzeliłeś się.







Whisky Bob

sobota, 12 maja 2007

Piehrdolenhie (czyt. jak Pascal)

W czwartek ubiegły (10 maj), jak każdy czwartek, przywitał mnie dużą dawką emocji. Dawkę tę zasugerowano bym opisał, ale co tu opisywać? Powiem tylko tyle (kwestię poniżej czytamy jak Pascal ten od zdrowych przepisów)

Jeżheli kthoś nie widzie tegho żhe jhest jhebhnięte to nhawet jha mu nhie pomoghe.

I takie mam stanowisko w tej sprawie.

Polityczna poprawność? Nie, nihilizm.

Bezsenność

Wstaje. Śmierdzę. Myje się.......śmierdzę.
Jeden z tych dni podczas których głowa ciąży a za nią całe ciało. Nic się nie chce, pić sie nie chce, srać sie nie chce. Nie chcieć się też nie chce. Chciałoby się chcieć, ale się nie chce. Otwieram jedną książkę, czytam rozdział, odkładam. Biorę gazetę, przeglądam obrazki odkładam. Z obrzyganego okna mojego pokoju wyglądam dup ale szybko mi się to nudzi, istotą dupy jest to że jest tylko dupą i nic z tym nie możemy zrobić. Robie pompki, jedna, dwie, dziesięć, dwadzieścia, a właściwie to po co? Koniec.
Dzień mija na piciu wina z kolegą z pokoju. Pierwsze, dyskusja o kobietach, gównie, sąsiadach, drugie, o życiu, kobietach, trzecie, nihilizm: twierdzenie, wzruszenie ramionami, łyk i tak dalej. I ciągłe gapienie się przez to brudne okno, raz na logo piekarni, raz na przystanek lub dupę. Logo, przystanek, piekarnia, przystanek, tramwaj, przystanek, dupa.
Obserwując szybę zauważyć można próby mycia o czym świadczą smugi i zacieki, obrzydliwe, ale to nic w porównaniu z tym co jest po drugiej stronie.

I mija dzień, w głowie szumi. Wino ma niesamowitą właściwość usypiania, prawie jak prochy tylko w przypadku wina ma się okazję zrobić coś głupiego przed snem, dla przykładu napisać notkę na blogu.

poniedziałek, 7 maja 2007

And the song remains the same

Pociąg. Jedenaście godzin męczarni i walki z nieustającym szumem za oknem.

Gdynia, Sopot, Gdańsk, Tczew, pierdole, Warszawa, sranie, Kraków.

Stawiasz buta na tym osranym betonie, tu i tam projekcje ludzi dla których sam jesteś hologramem który zaraz zniknie za rogiem pozostawiając po sobie jak najbardziej rzeczywisty smród zaschniętego potu.

Śmierdząca tramwajowa komuna, chaos i oblewające człowieka pierdolenie.
Pierdolenie, pierdolenie, pierdolenie, pierdolenie zlewające się z pracą silnika. Tramwaj stop, pierdolenie stop, tramwaj start, pierdolenie start. Dokładnie jakby ludzie nie mogliby pierdolić w ciszy, czekają na ruch tramwaju, chaos, szum, aby ukryć pierdoloność swojego pierdolenia.
Tylko smród jest wartością niezmienną.
Różowa kamienica, mieszkanie, smród. Brudne okna, niezamieciona podłoga, lepki od brudu blat w kuchni, obrzygany resztkami "obiadu" stół.

Ziewnięcie, pierdniecie i szklanka whisky, jedyne, na co ma sie ochotę.

Świat się zmienia, ale ten blues nie.

niedziela, 6 maja 2007

Myśl

Szukałem wieży Babel,
trafiłem.......
pod Wawel.

czwartek, 3 maja 2007

O ubogim dyskursie.

Czyli o ubogim repertuarze tematów do rozmowy i roli bloga w jego
powiększaniu.



Są momenty w których człowiek, chcąc tego czy nie, rozstaje się z ludźmi na dłużej. Studia, praca, wojna, mariaż, przeprowadzka etc. etc. . I jakbyśmy się nie starali kontakty się zacierają, sam poznajesz nowych ludzi, starzy znajomy mają teraz nowych znajomych, koło się toczy.
W dzisiejszych czasach kiedy nawet sąsiedzi rozmawiają przez GG może nie jest to jakaś znacząca sprawa. Ale w dalszym ciągu, chwała Bogu, są ludzie na świecie dla których kontakt fizyczny (bez świntuszenia!) z drugą osobą jest najlepszą formą komunikacji i wtedy pojawia się problem.

Po długim niekontaktowaniu się zaczyna brakować tematów do rozmowy. Nie miejcie złudzeń, Gadu-Gadu was nie uratuje, komunikatory internetowe nie wnoszą do korelacji wspólnoty doświadczeń która jest podstawą do rozmowy.
Dochodzi do spotkania z osobą której się długo nie widziało i specjalnie nie wiadomo o czym rozmawiać. O studiach, ale to krótki temat albo lepiej w ogóle go nie poruszać, o wspólnych znajomych, też nie jest to skarbnica tematów (chyba że ktoś z zawodu jet dupoobrabiaczem). Rozmowa ciągnie się i klei, z większością rówieśników nie porozmawiasz o nowo przeczytanej książce tak samo wielu osób w wieku naście +- 4 lata nie rajcują tematy polityczne.

Jesteś w kropce.

W takiej sytuacji znalazłem się wczoraj (środa). Siedzisz w knajpie przy herbacie i z trwogą patrzysz jak się kończy. Każdy łyk jest momentem usprawiedliwionej i zrozumiałej ciszy, rozmowa się rozłazi tak bardzo że chciałbyś aby ten łyk trwał kilkanaście minut. Pusta filiżanka odbiera wszelką nadzieję.
Długa nieobecność jednej osoby w życiu drugiej rodzi dystans (tak usilnie kiedyś zwalczany). Nie ma wynurzeń. Sucha rozmowa, i nic do popicia. I wtedy pojawia się zbawienie i to w najmniej oczekiwanej formie.
Nigdy nie spodziewałem się że słowa:
"Byłam na twoim blogu"
Mogą uratować wieczór. Mimo że nie lubię się tłumaczyć z tego co piszę, to w czasach tak wybrakowanych intelektualnie przez powszechność mediów trzeba się bronić........
........blogiem.