Powoli.
Czerstwe czasem myśli przez osrane szyby w chlupot gołębiego gówna uciekają.
A tam postaci medialne i ich liberalne ego, stukając kółkami o kocie łby starają się zwrócić na siebie uwagę. Na szczęście ludzie są na tyle wolni by ich nie rozpoznawać.
Dalej.
Uniwersytecki daleki od akademickiego śmierdzący zawistny klimat chce ci dokopać, zetrzeć w pył własnej głupoty. Dla zasady.
Żywiej.
Trupia podnieta towarzysząca zmianom władzy, ludowo-plemienna ekstaza. Wszyscy naćpani demokracją wskazują palcem na własną pierś i wyrzygują hasło, slogan prawdziwych demokratów, propagatorów wolności "To ja! To ja! Zabrałem babci dowód!". Tańce, opium, swawola, wolność nastała, po latach niewoli (dwóch), wolność prawdziwa! Nasza! Wybrana! Czas pokazać transwestytów w telewizji, niech żyje nasza wolność. Chwała niech będzie dewiacjom.
Martwiej.
Na rogu ulicy cyganka obojętna na wolność, wybraną czy nie, o monetę prosi. Sypie inwektywami na przechodniów, tyle ma tej wolności że za inwektywą może nawet posłać pocisk ze śliny. Niech żyje nasza wolność.
A klezmer gra swojego walczyka tra...ta-ta tra...ta-ta tra...ta-ta.
czwartek, 25 października 2007
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

2 komentarze:
bardzo mi się podoba to jak piszesz
bardzo nie zgadzam się z fragmentem o dewiacjach
i też bardzo się brzydzę tą chorą ekstazą
bo jej nie rozumiem(?)
pozdrowienia z grupy obok
a co to jest inwektywa? ;)
Prześlij komentarz